Panie, byle było tanio!
Zazwyczaj pracowałem dla agencji reklamowych i firm które z grafiką mają cokolwiek wspólnego, zlecenia miały realistyczne terminy i przyzwoite ceny w końcu osoba zlecająca wiedziała ile pracy kosztuje dany projekt. Ostatnio dostałem kilka maili/telefonów od firm które są zupełnie z innej branży. Podejście tych klientów było rozbrajające… Muszę wspomnieć że niektóre z tych firm były [...]
Zazwyczaj pracowałem dla agencji reklamowych i firm które z grafiką mają cokolwiek wspólnego, zlecenia miały realistyczne terminy i przyzwoite ceny w końcu osoba zlecająca wiedziała ile pracy kosztuje dany projekt. Ostatnio dostałem kilka maili/telefonów od firm które są zupełnie z innej branży. Podejście tych klientów było rozbrajające…
Muszę wspomnieć że niektóre z tych firm były całkiem poważne, a na pewno nie były sklepikami osiedlowymi. Kilka z nich miało ogólnopolski zasięg i oferty kierowane raczej do ludzi czy innych firm dla których pieniądze zwłaszcza na rzeczy powiązane z szeroko pojętą reklamą nie powinny być problemem.
Jednak pierwsze wrażenie w błyskawicznym tempie i z wręcz wysokim profesjonalizmem było niszczone przez zwroty o znaczeniu zbliżonym do tytułu wpisu. Rozumiem że w interesie firmy jest zaoszczędzić, rozumiem to w zupełności, nikt nie lubi przepłacać, ale na litość, nie idę do salony Ferrari i nie proszę o samochód za paczkę fajek.
By nie być gołosłownym podam taki jeden przykład… Dostałem ostatnio email z plikami 3dsmaxa i pytaniem o wycenę fotorealistycznych renderów pomieszczeń z plików. Zadanie miało polegać na stworzeniu materiałów i oświetleniu, w model miałem nie ingerować.
Zaciekawiony, w końcu odpada mi najbardziej upierdliwy (przynajmniej dla mnie) etap prac, pobrałem pliki i odpaliłem. Pierwsza rzecz którą zrobiłem po zobaczeniu scen to spojrzałem na kalendarz, potem na kolejny i chciałem dodatkowo dzwonić do znajomych czy serio jest 2010. Generalnie polycount całej sceny wynosił mniej więcej tyle ile w normalnej wizualizacji przeznaczam na listwy podłogowe. Chwilę główkowałem jak takie coś przedstawić realistycznie, w końcu klient chce.
Zaproponowałem że wykonam te wizualizacje stylizowane na makiety bo z takiej sceny nie wyciągane bez ingerencji w model nic więcej. Klient był oporny i bardzo zdecydowany co do swojej wizji jakakolwiek ona była i nalegał na fotorealistyczny rendering tak by „wyglądało jak zdjęcie”. Straciwszy siły do wymyślania argumentów wysłałem wycenę i czekałem cierpliwie. Nasza szalenie miła konwersacja została zakończona bezpowrotnie pytaniem
„a nie da rady Pan tak do 100 zł tego zrobić?”
Kolejna firma wysłała mi wczoraj propozycje stałej współpracy. Chodziło o przygotowywanie publikacji do druku, korekta zdjęć do katalogów i tworzenie elementów na stronę internetową. Prosili o CV, portfolio, wycenę i podanie czasów realizacji poszczególnych zadań. Wysłałem grzecznie wszystkie informacje i nawet dostałem szybką odpowiedź dzięki której dostałem weny do napisania tego posta. Generalnie prócz sterty wielce eleganckich, kulturalnych i rozwiniętych zdań o wydźwięku „NIE” na końcu wiadomości widniał przezabawny napis:
„Dziękujemy raz jeszcze za zainteresowanie jednak Pańska wycena jest rozbieżna z naszymi oczekiwaniami. Możemy Panu zaoferować stałą pensje w wysokości 850 zł miesięcznie[...]„
Jak widać polska, kraj dbający o pracowników fizycznych, więcej nieraz zarobi sprzątaczka konserwator powierzchni płaskich niż grafik komputerowy.